Budda, Influi i loterie influencerów. Czy śledztwo prokuratury właśnie się sypie?

Budda, Influi i loterie influencerów. Czy śledztwo prokuratury właśnie się sypie?
Użytkownicy: 10
(Głosów: 1)

Jesienią 2024 roku historia wydawała się stosunkowo prosta. Dzień po finale największej loterii Buddy funkcjonariusze zatrzymali Kamila L., znanego jako Budda, oraz dziewięć innych osób związanych m.in. z organizacją internetowych loterii.

Prokuratura informowała o podejrzeniu działania w zorganizowanej grupie przestępczej, organizowaniu gier losowych, które – zdaniem śledczych – jedynie udawały legalne loterie promocyjne, uszczuplaniu należności z tytułu VAT oraz praniu pieniędzy. W oficjalnym komunikacie podano, że kwota pieniędzy objęta wątkiem prania pieniędzy przekraczała 126 mln zł. Podejrzani nie przyznali się do winy.

Niemal dwa lata później sprawa wciąż trwa, obejmuje już około 40 osób i została przedłużona do 30 kwietnia 2027 roku. Tyle że obraz śledztwa jest dziś znacznie mniej jednoznaczny niż w momencie spektakularnych zatrzymań. Zmieniają się lub uzupełniane są zarzuty, część zabezpieczeń majątkowych została uchylona, sądy nie podzieliły niektórych decyzji prokuratury, a z dokumentów opisanych 25 września 2026 r. przez Konrada Krasuskiego z Kanału Zero ma wynikać, że Urząd Celno-Skarbowy nie kwalifikuje już analizowanej działalności jako nielegalnych loterii. Do tego dochodzi osobna historia niemal 7,7 mln zł z gwarancji bankowej przeznaczonej dla zwycięzców ostatniej loterii Buddy. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał niedawno, że odmowa wszczęcia postępowania dotyczącego dalszego przetrzymywania tych pieniędzy była przedwczesna.

Nie oznacza to, że Budda, właściciele Influi czy pozostali podejrzani zostali oczyszczeni z zarzutów. Nie zostali. Nie ma też rozstrzygnięcia sądu przesądzającego, że wszystkie kwestionowane przez prokuraturę loterie były prowadzone prawidłowo. Coraz trudniej jednak nie zauważyć czegoś innego: pierwotna konstrukcja sprawy, którą opinii publicznej przedstawiono jesienią 2024 roku, zaczyna wyglądać znacznie mniej stabilnie niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu.

Od e-booka do samochodu. Na czym właściwie polegały loterie Influi?

Mechanizm loterii organizowanych dla internetowych twórców był niezwykle skuteczny marketingowo. Influencer promował produkt cyfrowy – najczęściej e-book – a jego zakup dawał uczestnikowi możliwość udziału w losowaniu bardzo atrakcyjnych nagród. W przypadku Buddy były to przede wszystkim samochody, a w finałowej loterii „7 AUT 2 i DOM X BUDDA” pula obejmowała również nieruchomość. Im wyższy wariant produktu kupował klient, tym większa mogła być liczba przypisanych mu szans w losowaniu. Z perspektywy marketingowej był to model niemal idealny: twórca dysponował ogromnym zasięgiem, koszt dystrybucji produktu cyfrowego był marginalny, a spektakularna pula nagród napędzała kolejne zakupy.

Istotne jest jednak to, że sam schemat „kup produkt i weź udział w losowaniu” nie jest czymś, co Influi wymyśliło w celu obejścia polskiego prawa. Taka konstrukcja znajduje się wprost w ustawie o grach hazardowych. Art. 2 ust. 1 pkt 10 definiuje loterię promocyjną jako grę, w której uczestniczy się poprzez nabycie towaru, usługi lub innego dowodu udziału i w związku z tym nieodpłatnie bierze się udział w loterii. Ustawa przewiduje również, że na urządzenie takiej loterii konieczne jest zezwolenie właściwego dyrektora Izby Administracji Skarbowej.

To rozróżnienie jest fundamentalne dla zrozumienia całej sprawy. Problemem prawnym nie jest więc samo połączenie sprzedaży produktu z możliwością wygrania samochodu. Problem zaczyna się dopiero w momencie, w którym organ ścigania twierdzi, że produkt był w rzeczywistości tylko fasadą, a klient ekonomicznie nie kupował e-booka, lecz płacił za możliwość uczestnictwa w losowaniu. Właśnie na takim założeniu od początku w dużej mierze opierała się argumentacja prokuratury.

14 października 2024 roku. Spektakularny początek śledztwa

Pierwsze zatrzymania nastąpiły 14 października 2024 roku. Dzień później Prokuratura Krajowa poinformowała, że Kamilowi L. i dziewięciu innym osobom przedstawiono zarzuty związane z kierowaniem lub udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej. Według śledczych loterie miały ze względu na rzeczywiste warunki uczestnictwa stanowić gry prowadzone z naruszeniem przepisów hazardowych. Prokuratura twierdziła również, że miało dochodzić do uszczuplania VAT poprzez wystawianie nierzetelnych faktur oraz do prania pieniędzy.

Skala zastosowanych środków była ogromna. Jak później opisywał „Puls Biznesu”, w pierwszej fazie sprawy zajęto 51 samochodów, nieruchomości oraz środki na rachunkach w wysokości około 77 mln zł. Prokuratura wystąpiła o tymczasowe aresztowanie pięciu osób. Do aresztu trafili m.in. Budda i Tomasz Chmielewski związany z Influi. Chmielewski spędził w areszcie osiem miesięcy, a jego pierwotne poręczenie majątkowe ustalono na 2 mln zł w gotówce, później zmniejszając je do 500 tys. zł i zabezpieczenia hipotecznego.

W medialnym odbiorze sprawa została właściwie rozstrzygnięta już wtedy. Pojawiały się określenia o „nielegalnych loteriach”, wielomilionowych oszustwach podatkowych i praniu pieniędzy. Z punktu widzenia postępowania karnego zatrzymanie, areszt tymczasowy czy zabezpieczenie majątku nie są jednak odpowiednikiem wyroku. Są środkami stosowanymi na etapie prowadzenia śledztwa. Dzisiaj to rozróżnienie okazuje się wyjątkowo ważne.

Śledztwo szybko przestało dotyczyć wyłącznie Buddy

W marcu 2025 roku nastąpiła druga duża fala zatrzymań. Prokuratura poinformowała wówczas o kolejnych dziesięciu osobach, wśród których znaleźli się influencerzy, osoby związane ze sportami walki oraz dziennikarze motoryzacyjni i sportowi. W tej części postępowania zablokowano 30 rachunków bankowych na łączną kwotę 7,5 mln zł oraz zabezpieczono 17 samochodów, biżuterię, zegarki i gotówkę. Wszyscy podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych czynów. W przeciwieństwie do pierwszej grupy nie trafili jednak do aresztu – zastosowano poręczenia majątkowe, dozory i zakazy kontaktowania się z innymi podejrzanymi.

Kolejne zatrzymania nastąpiły w styczniu 2026 roku. Tym razem śledczy zainteresowali się osobami związanymi z grupą Bungee. Prokuratura Krajowa informowała o zatrzymaniu dziesięciu osób w postępowaniu dotyczącym organizowania gier losowych oraz prania pieniędzy. KAS w swoim komunikacie nadal używała wówczas określenia „nielegalne gry hazardowe pod pozorem loterii promocyjnych”.

Dziś, według najnowszych ustaleń Kanału Zero, postępowanie obejmuje około 40 osób, a w ostatnich miesiącach miało dojść do kolejnych zatrzymań. Paradoks polega jednak na tym, że wraz ze wzrostem liczby podejrzanych coraz mniej oczywisty wydaje się główny punkt wyjścia całego śledztwa.

Największy problem prokuratury: te loterie wcześniej dostały zezwolenia państwa

To prawdopodobnie najważniejszy element całej historii. Influi nie urządzało loterii całkowicie poza systemem, licząc na to, że nikt się nimi nie zainteresuje. Loterie promocyjne przechodziły procedurę administracyjną i otrzymywały zezwolenia właściwych izb administracji skarbowej. „Puls Biznesu” opisywał nawet sytuację, w której jedna z loterii później kwestionowanych przez śledczych została wcześniej skontrolowana przez inny urząd celno-skarbowy i – według ustaleń gazety – nie wykryto w niej nieprawidłowości poza błędem dotyczącym danych samochodu będącego nagrodą. Zezwolenia na loterie wydawały natomiast izby administracji skarbowej w Warszawie i Krakowie.

To oczywiście nie oznacza, że uzyskanie zezwolenia automatycznie chroni organizatora przed odpowiedzialnością karną. Zezwolenie jest wydawane na określony regulamin, a późniejsza rzeczywista działalność musi być z nim zgodna. Jeżeli organizator przedstawił organowi jeden model, a w praktyce realizował inny albo naruszał warunki zezwolenia, może ponosić odpowiedzialność. Samo istnienie decyzji administracyjnej nie jest więc „certyfikatem nietykalności”.

Problem prokuratury jest jednak bardziej subtelny. Ministerstwo Finansów zwracało uwagę, że przepisy definiujące loterie promocyjne nie uzależniają ich legalności od określonej wartości handlowej kupowanego produktu, a właściwy dyrektor IAS samodzielnie dokonuje merytorycznej oceny wniosku oraz regulaminu przed wydaniem zezwolenia. „Puls Biznesu” cytował stanowisko resortu właśnie w kontekście zastrzeżeń śledczych dotyczących wartości e-booków.

I tutaj pojawia się trudne dla państwa pytanie: jeżeli jeden organ państwowy otrzymuje regulamin, analizuje go i wydaje zgodę na loterię, to jak daleko później inny organ może posunąć się w twierdzeniu, że konstrukcja opisana w tym regulaminie od początku była przestępstwem? Odpowiedź nie musi być korzystna dla Influi, ale wymaga czegoś więcej niż stwierdzenia, że e-book był zbyt drogi.

E-book za 5 proc. VAT i prawdziwe sedno podatkowego sporu

Drugim filarem śledztwa pozostaje VAT. E-booki co do zasady mogą korzystać w Polsce z 5-procentowej stawki VAT. Potwierdzają to zarówno przepisy, jak i aktualne interpretacje administracji skarbowej dotyczące publikacji dostarczanych drogą elektroniczną.

To jednak nie kończy sprawy. Jeżeli prokuratura udowodniłaby, że e-book nie był rzeczywistym przedmiotem transakcji, lecz jedynie formalnym opakowaniem dla sprzedaży udziału w losowaniu, mogłaby kwestionować podatkowe skutki tak skonstruowanych transakcji. W tym miejscu sprawa przestaje być prostą historią o „nielegalnej loterii”, a zaczyna przypominać skomplikowany spór o rzeczywistą treść gospodarczą czynności. Trzeba ustalić, co klient faktycznie kupował, jaka była funkcja e-booka, w jaki sposób kształtowano jego cenę, co komunikowano konsumentowi i jakie konsekwencje podatkowe powinny z tego wynikać.

To szczególnie istotne, ponieważ prokuratura od początku łączyła poszczególne wątki. Jeżeli pieniądze pochodziły z działalności uznanej za przestępczą, mogły następnie stanowić podstawę zarzutów dotyczących prania pieniędzy. Jeżeli jednak zmienia się kwalifikacja podstawowej działalności, trzeba ponownie przyjrzeć się również konstrukcji pozostałych zarzutów. Nie oznacza to automatycznie ich upadku – potencjalne przestępstwo podatkowe również może stanowić punkt wyjścia dla innych zarzutów – ale cały układ prawny sprawy staje się bardziej skomplikowany.

Wrzesień 2026. Najważniejsza zmiana od czasu zatrzymania Buddy

Najnowszy materiał Konrada Krasuskiego z Kanału Zero jest istotny właśnie dlatego, że nie dotyczy wyłącznie kolejnego uchylonego zabezpieczenia. Dziennikarz ustalił, że prokuratura wydała postanowienie o zmianie i uzupełnieniu zarzutów wobec Kamila L., a podobne decyzje miały dotyczyć również innych osób. Jednocześnie śledztwo zostało przedłużone aż do 30 kwietnia 2027 roku.

Znacznie ważniejszy jest jednak opis dokumentów dotyczących kwalifikacji prawnej działalności. Według materiałów, do których dotarł Krasuski, Urząd Celno-Skarbowy nie klasyfikuje obecnie analizowanej działalności jako nielegalnych loterii. To jeszcze nie jest opublikowane orzeczenie sądu i nie należy przedstawiać tego jako definitywnego rozstrzygnięcia sprawy. Jest to jednak poważna zmiana w stosunku do tego, jak sprawę komunikowano w październiku 2024 czy nawet w styczniu 2026 roku.

Jeżeli wątek nielegalnego hazardu rzeczywiście zostanie zasadniczo ograniczony albo usunięty z części zarzutów, oznaczałoby to, że jeden z najbardziej medialnych filarów całej sprawy nie wytrzymał prawie dwóch lat postępowania w swojej pierwotnej formie. Nie oznacza to końca śledztwa, ponieważ pozostają potencjalne wątki podatkowe, fakturowe i dotyczące przepływów finansowych. Trudno jednak uznać taką zmianę za kosmetyczną.

Sądy zaczęły podważać również zabezpieczenia prokuratury

Kolejnym źródłem problemów są rozstrzygnięcia dotyczące majątku. Szczególnie interesująca jest historia około 3,5 mln zł pochodzących z gwarancji bankowej zabezpieczającej wypłatę nagród. W październiku 2025 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie rozpatrywał cztery zażalenia dotyczące zajęcia pieniędzy. Dwa pierwsze rozstrzygnięcia były korzystne dla prokuratury, dwa późniejsze nakazywały natomiast zwrot środków. Śledczy próbowali zakwestionować taką interpretację, ale w styczniu 2026 roku Sąd Apelacyjny pozostawił ich zażalenie bez rozpoznania jako niedopuszczalne, a w kwietniu kolejny wniosek dotyczący wznowienia postępowania został odrzucony jako „niedopuszczalny z mocy ustawy”. Ostatecznie zabezpieczenie około 3,5 mln zł zostało zwolnione w maju 2026 roku.

Również część innych składników majątku została później zwolniona spod zabezpieczeń. Samochody mające stanowić nagrody w ostatniej loterii Buddy, które od zatrzymań znajdowały się na policyjnym parkingu, mogły zostać przez Influi odebrane.

Trzeba ponownie zaznaczyć: uchylenie zabezpieczenia nie jest równoznaczne z uniewinnieniem. Sąd może uznać, że nie ma podstaw do dalszego blokowania konkretnego majątku, a jednocześnie postępowanie karne może być nadal prowadzone. Z punktu widzenia oceny kondycji śledztwa jest to jednak istotne, ponieważ pokazuje, że nie wszystkie bardzo daleko idące decyzje podjęte na jego początku wytrzymały późniejszą kontrolę sądową.

7,7 mln zł dla zwycięzców. Wątek, który zaczął obracać się przeciwko państwu

Najbardziej osobliwym elementem całej sprawy może ostatecznie okazać się gwarancja bankowa dotycząca ostatniej loterii Buddy. Jej maksymalna wartość wynosiła 7,693 mln zł. Konstrukcja gwarancji miała zabezpieczyć laureatów na wypadek sytuacji, w której organizator nie będzie w stanie przekazać im nagród.

Po zatrzymaniach właśnie taki scenariusz nastąpił. Samochody zostały zabezpieczone, a organizator nie mógł ich przekazać zwycięzcom. Izba Administracji Skarbowej w Krakowie uruchomiła więc gwarancję. W grudniu 2024 roku pobrała około 4,2 mln zł, a w kwietniu 2025 roku kolejne około 3,5 mln zł. Druga część została następnie objęta zabezpieczeniem prokuratorskim. Pierwsza – co jest niezwykle istotne – według dostępnych ustaleń w ogóle nie została w taki sposób zajęta, a mimo to pieniądze również nie trafiły do zwycięzców.

Sytuacja stawała się coraz bardziej paradoksalna. Organizator nie mógł wydać zabezpieczonych nagród. Uruchomiona została gwarancja mająca chronić zwycięzców. Bank wypłacił pieniądze organowi państwa. Mimo to laureaci nadal ich nie otrzymali. Nawet po uchyleniu zabezpieczenia obejmującego część środków sytuacja się nie zmieniła. Krakowska IAS tłumaczyła „Rzeczpospolitej”, że nadal analizuje możliwość przekazania nagród przez samego organizatora oraz dalsze kroki dotyczące gwarancji.

Sprawa przybrała zupełnie nowy obrót 16 września 2026 roku. Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że wcześniejsza odmowa wszczęcia postępowania w sprawie dalszego niewypłacania pieniędzy była przedwczesna. Prokuratura ma zbadać, czy przy dysponowaniu tymi środkami mogło dojść m.in. do niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień. Sąd nie stwierdził, że urzędnicy popełnili przestępstwo. Uznał natomiast, że na obecnym materiale nie wolno takiej możliwości z góry wykluczyć.

Influi złożyło ponadto wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o kontrolę IAS w Krakowie. Jeden ze zwycięzców wystąpił natomiast przeciwko Influi z pozwem dotyczącym ponad 4,18 mln zł, czyli równowartości głównej nagrody. W efekcie historia, która zaczęła się od zabezpieczania majątku podejrzanych w celu ochrony interesu państwa i uczestników, doprowadziła do sytuacji, w której sąd nakazał dokładniej zbadać zachowanie samych instytucji państwowych.

Czy sąd uznał, że loterie Buddy były legalne? Nie

Warto zatrzymać się przy tym punkcie, bo w mediach społecznościowych zaczynają krążyć zdecydowanie zbyt daleko idące interpretacje kolejnych postanowień. Żadne z opisanych wyżej rozstrzygnięć nie jest wyrokiem stwierdzającym, że Budda albo Influi działali legalnie i nie popełnili zarzucanych im czynów.

Sądy rozstrzygały do tej pory przede wszystkim kwestie środków procesowych – zabezpieczenia pieniędzy, sposobu postępowania z gwarancją czy zasadności odmowy wszczęcia osobnego postępowania dotyczącego środków należnych laureatom. To bardzo ważne decyzje, bo pokazują problemy śledztwa, ale nie są wyrokiem w jego głównym przedmiocie.

Podobnie należy traktować informację o zmianie zarzutów. Jeżeli prokuratura rzeczywiście odchodzi od części pierwotnej kwalifikacji hazardowej, jest to znaczące. Prokurator może jednak zmienić zarzut również dlatego, że po zgromadzeniu nowych materiałów uważa inną kwalifikację za lepiej odpowiadającą stanowi faktycznemu. Sam fakt zmiany zarzutu nie oznacza więc przegranej prokuratury. Liczy się przede wszystkim to, z czego zrezygnowano, co pozostawiono i jakie dowody mają uzasadniać nową konstrukcję sprawy. Tych dokumentów opinia publiczna na razie nie zna w całości.

Czy zatem śledztwo prokuratury naprawdę się sypie?

Najbardziej precyzyjna odpowiedź brzmi: coraz wyraźniej sypie się pierwotna, bardzo prosta narracja tej sprawy. Nie ma jeszcze podstaw, aby ogłosić upadek całego śledztwa.

W październiku 2024 roku przekaz był niezwykle mocny: miały istnieć nielegalne loterie podszywające się pod sprzedaż e-booków, dzięki którym zorganizowana grupa przestępcza miała uszczuplać VAT i prać pieniądze. Tymczasem po prawie dwóch latach okazuje się, że loterie posiadały administracyjne zezwolenia, Ministerstwo Finansów prezentowało interpretację przepisów trudną do pogodzenia z częścią argumentacji dotyczącej samej wartości produktów, nie wszystkie zabezpieczenia prokuratury wytrzymały kontrolę sądową, część majątku została zwolniona, a najnowsze dokumenty opisane przez Kanał Zero mają wskazywać na odejście przynajmniej części organów od kwalifikowania tej działalności jako nielegalnych loterii. Do tego prokuratura zmienia lub uzupełnia zarzuty i potrzebuje kolejnych siedmiu miesięcy – do końca kwietnia 2027 roku – na prowadzenie śledztwa.

Z drugiej strony postępowanie nie jest martwe. Wręcz przeciwnie: liczba podejrzanych wzrosła do około 40 osób, w ostatnich miesiącach miały nastąpić kolejne zatrzymania, a zarzuty nie zostały generalnie uchylone. Nie znamy pełnego materiału dowodowego zebranego przez śledczych. Możliwe jest również, że ostateczny akt oskarżenia – jeżeli do niego dojdzie – będzie opierał się znacznie mocniej na kwestiach podatkowych niż na pierwotnym wątku nielegalnego hazardu.

To jednak oznaczałoby, że sprawa, którą w 2024 roku przedstawiano opinii publicznej przede wszystkim jako rozbicie systemu nielegalnych loterii internetowych, po dwóch i pół roku śledztwa stała się czymś innym: wielowątkowym sporem dotyczącym ekonomicznego charakteru sprzedaży produktów cyfrowych, opodatkowania, fakturowania i przepływów finansowych. To istotna zmiana, szczególnie jeśli właśnie kwalifikacja hazardowa była elementem uruchamiającym dalszą konstrukcję zarzutów.

Ta sprawa jest znacznie ważniejsza dla influencer marketingu, niż może się wydawać

Dla branży influencer marketingu historia Buddy i Influi jest precedensowa nie dlatego, że dotyczy popularnego youtubera. Pokazuje znacznie poważniejszy problem: jak daleko może sięgać odpowiedzialność twórcy, który wykorzystuje swój wizerunek do promocji mechanizmu przygotowanego i formalnie organizowanego przez wyspecjalizowaną spółkę.

Część osób zatrzymanych w kolejnych etapach postępowania twierdziła, że ich udział ograniczał się do promocji przedsięwzięcia lub udostępnienia wizerunku. To ważna lekcja dla całej branży. Umowa z organizatorem, decyzja IAS czy zapewnienie kontrahenta, że mechanizm jest legalny, niekoniecznie sprawią, że influencer pozostanie poza zainteresowaniem organów ścigania, jeżeli później zakwestionowany zostanie cały model biznesowy. Z perspektywy agencji, sieci afiliacyjnych i twórców oznacza to konieczność znacznie dokładniejszego dokumentowania zakresu odpowiedzialności, sposobu rozliczeń oraz podstaw prawnych nietypowych mechanizmów promocyjnych.

Sprawa pokazuje również znaczenie komunikacji marketingowej. Jeżeli formalnie klient kupuje produkt, a udział w loterii otrzymuje bezpłatnie, przekaz reklamowy powinien konsekwentnie odzwierciedlać tę konstrukcję. Wielokrotne mówienie odbiorcom „kup los”, eksponowanie praktycznie wyłącznie liczby szans i całkowite pomijanie produktu może później zostać wykorzystane jako jeden z argumentów przy ocenie rzeczywistego ekonomicznego celu transakcji. Nie przesądza samo w sobie o popełnieniu przestępstwa, ale z punktu widzenia compliance jest ryzykiem, którego profesjonalna kampania nie powinna ignorować.

Wreszcie pozostaje problem przewidywalności prawa. Przedsiębiorca otrzymujący zezwolenie od wyspecjalizowanego organu państwa powinien móc w rozsądnym stopniu polegać na jego decyzji. Jednocześnie państwo musi mieć możliwość reagowania, gdy później okaże się, że rzeczywisty sposób prowadzenia przedsięwzięcia odbiegał od tego, co przedstawiono we wniosku. Właśnie ustalenie, po której stronie tej granicy znalazły się loterie Influi, będzie prawdopodobnie jednym z najważniejszych zagadnień całego postępowania.

Od medialnego „gangu loteryjnego” do pytania o działania samych urzędów

Historia zatoczyła zaskakujące koło. W październiku 2024 roku opinia publiczna oglądała zatrzymania influencerów, zabezpieczane samochody i komunikaty o setkach milionów złotych. W kolejnych miesiącach grono podejrzanych rosło. W 2026 roku zaczęły natomiast pojawiać się decyzje uchylające część zabezpieczeń, samochody wróciły do organizatora, zmieniono zarzuty, a wątek kwalifikowania loterii jako nielegalnych – według najnowszych ustaleń – przestał być tak oczywisty jak na początku.

Najbardziej wymownym symbolem tej zmiany pozostaje jednak niemal 7,7 mln zł dla laureatów ostatniej loterii. Państwo przejęło pieniądze z gwarancji, która miała chronić zwycięzców, lecz zwycięzcy nadal ich nie otrzymali. Dziś prokuratura ma badać, czy przy dalszym zatrzymywaniu tych środków nie doszło do naruszenia prawa przez osoby pełniące funkcje publiczne. To jeszcze nie jest zarzut ani stwierdzenie czyjejkolwiek winy. Jest to jednak sytuacja, której trudno byłoby się spodziewać, obserwując pierwsze konferencje i komunikaty z października 2024 roku.

Dlatego na obecnym etapie zbyt wcześnie byłoby pisać, że „sprawa Buddy upadła”. Równie nieaktualne jest jednak bezkrytyczne powtarzanie narracji z pierwszych dni po zatrzymaniach. Po prawie dwóch latach śledztwa państwo nadal musi wykazać przed sądem, że zatwierdzone wcześniej przez jego własne organy loterie były w rzeczywistości prowadzone w sposób przestępczy, ustalić prawidłowe konsekwencje podatkowe tego modelu i udowodnić pozostałe zarzuty konkretnym osobom.

I właśnie tutaj znajduje się największy problem prokuratury. Im więcej czasu mija od spektakularnych zatrzymań, tym mniej ta sprawa przypomina prostą historię o influencerach sprzedających nielegalne losy pod przykrywką e-booków. Pierwotna narracja ewidentnie pęka. Czy wraz z nią pęknie cały akt oskarżenia – o ile taki ostatecznie trafi do sądu – dowiemy się dopiero po zakończeniu śledztwa. Na dziś jedno jest pewne: sprawa Buddy i Influi stała się znacznie bardziej kłopotliwa dla organów państwa, niż mogło się wydawać 14 października 2024 roku.


Podobało Ci się? Podziel się...

Dodaj opinię

Twój email nie będzie opublikowany.

Możesz użyć HTML'a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*